Duchowa mądrość…

Każdy z nas ma w sobie ogromny dar duchowej wiedzy, która raz odkryta prowadzi do powolnych zmian i transformacji. Zmian, które są potrzebne i nieuniknione, jednak skutecznie przez nas blokowane. Poczucie ziemskiej wędrówki, która rozkłada się w czasie, również skutecznie blokuje nam dostęp do głębi i duchowego jestestwa. Zbytnie przywiązanie do swojego ludzkiego bytu, dóbr materialnych pogłębia tylko tą odległość. Chociaż nasuwa się myśl, że nie istnieje żadna odległość, która dzieliłaby nas od siebie samych. Nic nie ma takiej siły ani mocy, jedynie my sami poprzez nieświadome działania i myśli, a także brak wiary, oddalamy się czasami bezpowrotnie.

Do czego właściwie jest nam potrzebna ta duchowa mądrość?

Do odkryci prawdy o samym sobie, do poznania prawdziwej drogi i spełnienia, połączenia z duszą i zintegrowania tego co ziemskie, z tym co ponad…. Jest to cudowne uczucie, które obdarowuje bezwarunkowo, bezterminowo, jednak niebezboleśnie. Prowadzi przez zakamarki wewnętrznych pragnień i potrzeb, których nic co ziemskie nie jest w stanie zaspokoić. Możemy szukać, błądzić, wracać, odchodzić, robić wszystko lub nic, jednak w pewnym momencie zdamy sobie sprawę z tego, że zataczamy koła i wracamy w te same miejsca. Na tym też polega duchowe rozpoznanie, gdyż spirala życia niesie nas ku górze, a czasami też jest na odwrót. Droga ta polega na obu wariantach, dopuszcza wszystko, gdyż tylko w taki sposób dopisuje nas do całości. Życie „dowala” w każdy stanie, nie ma znaczeni czy rozwijasz się duchowo, czy zgłębiasz wiedzę w tym temacie, jednak uświadomione „dowalenie”, pozwala na lepszy ogląd, odpuszczenie i akceptację. Należy przyznać, że droga ta jest trudna, długa, kręta i zawracająca, potrafi wywrócić nasze życie do góry nogami, przynosi chwile zwątpienia, rezygnacji, ale warto…

Jest wiele dostępnych artykułów, wskazówek, które mogą poprowadzić nas daną ścieżką, ale każdy z nas musi opracować swój własny plan i małymi krokami wprowadzać go w życie. Powielanie cudzych idei jest pomocne, ale tylko we wczesnym etapie, później wszystko, co nie jest nasze nie będzie działać, po prostu odpadnie pozostawiając dziurę, której nie będziemy w stanie zapełnić. Dlatego taak ważne jest wsłuchanie się w siebie, w swoje potrzeby, odkrycie blokad i uwarunkować wpojonych nam przez otaczający świat. Obranie swojej indywidualnej drogi jest jedyną koniecznością, którą musimy wypracować. W początkowym etapie obudzi to w nas demony przeszłości, z którymi musimy integrować siły, myśli i odczucia, nie wypierając niczego.
Bierzmy wszystko co nasze, nie bawmy się w cudze gierki, ufajmy swojej intuicji, ona jest łącznikiem, głosem duszy, a nawet jej krzykiem. Usłyszmy to wołanie, przekierujmy uwagę do środka, wtedy zrozumiemy, że to co zewnętrzne jest tylko odbiciem naszego wnętrza. Jeśli opanujemy sztukę rozpoznania okoliczności, które ukazują nam jedynie nas jak w odbiciu, to dzięki temu, opanujemy zdolność tworzenia i kreowania tego, czego chcemy. Wszystko jest do zrobienia, przepracowania i przetransformowania, trzeba tylko zacząć…. Małymi kroczkami zmierzać do celu, ale bez założenia jaki on będzie, gdyż nadmierna kontrola tylko spowolni lub zupełnie od tego oddali.

Najważniejsza jest chęć, odwaga i cierpliwość, reszta już sama się zadzieje…

Patrzysz i widzisz ciemność…

– Patrzysz przez okno i widzisz ciemność…

– Rozglądasz się po pokoju i też ją widzisz…

– Boisz się zajrzeć głębiej, bo jest jej ponad miarę…

I uciekasz…

A…

– Ciemność pobudza wyobraźnię, rozbudza zmysły, zmusza do koncentracji i wsłuchanie się w siebie…

– Jest czarna na zewnątrz, a w samym środku promienieje bielą…

– Pomaga usłyszeć niewidoczne i poczuć nieprzeżyte…

– Jest po to, abyś ją pokochał, gdyż jest twoim dopełnieniem i wyzwoleniem…

– Nie uda ci się jej ominąć, gdyż jest nocą, a noc jest wpisna w dobowy cykl…

Oszukujesz się…

– A jednak próbując ją ominąć, dojdziesz do miejsca, w którym już wcześniej byłeś, ale niekoniecznie chcesz znowu się znaleźć… Czyli nie dojdziesz nigdzie indziej, jak w to samo ciemnie miejsce…

– Nie unikniesz ciemności, gdyż jest też światłem, a nie możesz mieć jednego bez drugiego

– Zrozumienie ciemnosci, to droga ku wolności, gdyż rozumiesz swój własny cień…

– Możesz podzielić ją według uznania i niemocy…

– Bo ciemność, to także maleńki fragment, który u kobiety jest męski, a u mężczyzny żeński…

– To także Animus i Anima, który dla kobiety jest pierwszym wzorem mężczyzny, a dla mężczyzny pierwszym wzorem kobiety…

– Animus jako wzorzec ojca i Anima jako matka, sterują w ciemności i proszą o uznanie i ..

– Jeśli przejawią się w negatywie, to świadczy o tym, że nadal jesteś dzieckiem…

Dlatego dorośnij, gdyż…

– Ciemność zniszczy cię, jeśli jej nie odkryjesz, a nagrodzi, kiedy ją uznasz…

– Poprowadzi cię przez wszystkie czarne zakamarki nieświadomości, tylko po to, abyś otworzył oczy i zbudził się z tego głębokiego snu…

– I kiedy już to wszystko przerobisz, a także całą resztę, dojdziesz wreszcie do wniosku, że jesteś Światłem, którego się boisz i dlatego nazywasz je Ciemnością…

Zaszyfruj swoje pragnienia…

Serce jest w posiadaniu kompletnej wiedzy istnienia jednostki oraz jest łącznikiem z wiedzą ogółu, oraz jej drogowskazem. Wszystko to, co wypowiedziane z tej przestrzeni, jest zgodne i dopuszczone do realizacji. Dlatego wejście w przestrzeń serca, poczucie swego istnienia, a także działanie w zgodnie, otwiera nas i nasze życie na cuda otaczającego świata. Świata, który poprzez analizy, rozmyślania i kontrole jest poza naszym postrzeganiem. Wielu z nas pragnie życia, takiego jakie dyktuje rozum i otoczenie, nie zdając sobie sprawy z tego, że życie to, może oddalać od najistotniejszej prawdy indywidualnego istnienia.

Często dzieje się tak, że pragnienie, które nawet wynika z potrzeby serca, jest z nią zgodne, nigdy się nie realizuje. Dzieje się tak, ponieważ słowa w jakie to pragnienie ubieramy ukształtowane są przez nasz umysł i jego wiedzę, a „ubrania” te są przesiąknięte nawykami, traumami, a nawet oszustwami jakimi jesteśmy systematycznie karmieni. I chociaż nasz umysł jest nam potrzebny, w odbiorze i przekazie tego co w sercu ukryte, to nie zawsze powinniśmy z niego korzystać.

Większość z nas dużo myśli, analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze wszystkie odczucia i emocje, nawet te, które z serca nie płyną. Płyną one z analitycznego Ego, które potrafi skutecznie namieszać w naszym życiu, ponieważ w to życie jest także wpisane. Dlatego warto rozpoznać, z którego ruszasz miejsca. I zanim sięgniesz po wiedzę w jakie „ubranko” odziejesz dziś swoje uczucia i emocje, zastanów się czy jest to konieczne, czy pasuje do Ciebie i czy nie możesz spróbować inaczej.

Co zrobić?

Wsłuchać się w siebie, sprawdzając miejsce, z którego płynie dane uczucie. gdyż uczucia płynącego z serca nie da się ich tak szybko opisać, zazwyczaj brakuje słów, a samo odczucie także jest wyjątkowe. Natomiast to płynące z podpowiedzi ego będzie nazwane, dookreślone i dopowiedziane.

Uwierzyć w to co dyktuje Ci serce, ponieważ wiara nadaje najwyższe znaczenie i ma ogromną moc sprawczą.

Zaszyfrować to, co poczujesz, zanim umysł znajdzie do tego dostęp. Czyli masz sekundy, bo tylko przez tyle mówi nasza intuicja, która jest głosem serca. Dzięki temu zablokujesz negatywne myśli na temat danego uczucia lub unikniesz dodatkowych upiększeń. One zawsze skojarzone są z wcześniejszymi czyli przeszłymi emocjami i odczuciami i tam właśnie Cie zaprowadzą. Zaprowadzą w punkty, w których już byłeś, ale niekoniecznie dawały Ci zadowolenie i raczej przeszkadzały w osiągnięciu tego czego pragniesz i czujesz. Dlatego tak popularne jest nieocenianie i niedopowiadanie, a poczucie tego co płynie – od tak po prostu!!!

Tęsknoty cd. …

Za czym tęsknimy?

Za sobą i emocjami, które odczuwaliśmy!

Na co czekamy?

Aż wrócą, bo nie potrafimy bez nich żyć!

Czego potrzebujemy?

Oczywiście, że siebie z poprzedniego stanu, stanu pełnego emocji i uczuć, które nagle zostały odebrane. A my zagłębiamy się w tym, ponieważ w pewnym momencie zostało zatracone poczucie siebie, a życie zaczęło kręcić się przy osobie, okoliczności lub zdarzeniach, które wypełniały czas i przestrzeń. Po odejściu została pustka, która jest niczym innym jak brakiem, brakiem siebie, ciekawego życia, miłości, głównie tej własnej. Jeśli oddajesz komuś praktycznie wszystko, to co Ci zostanie jak ten ktoś odejdzie? Jeśli cały czas kręci się wokół czegoś, to co zrobisz z czasem jak to coś zniknie, czym ten czas wypełnisz? I tu zaczyna się poszukiwanie metod i możliwości, by to wróciło, gdyż nie możliwe jest życie bez tego. Oczywiście jest to błędne myślenie, wynikające z braku miłości własnej, a ta tęsknota ma to właśnie pokazać i uświadomić. Ci co poszukują odpowiedzi i możliwości, na pewno je znajdą. Nie muszą to być rzeczy, które na powrót przeniosą nas w tamte odczucia, gdyż do niektórych wrócić się nie da, ale dadzą początek nowościom. Każda pustka chce zostać wypełniona i to my decydujemy czy wypełnimy ją sami, tym co nam posłuży, czy wszechświat zrobi to za nas, zgodnie ze stanem, w jakim się znajdujemy. Szukać należy, ale własnego rozwoju i wewnętrznego rozpoznania, a nie tkwić w pustce, której zapełnić nie umiemy, ponieważ jej nie widzimy. Albo zapełniamy ją oskarżeniami, żalem i poczuciem straty.

Odnalezienie nowej drogi, tam gdzie kończy się stara, jest niczym innym, jak darem od losu na nowe świadome życie oraz wewnętrzne rozpoznanie. Nie jest to natychmiastowy proces, wymaga naszej zgody na zmianę i wiary w nią. Bo większość zdarzeń, to lekcja życia, którą każdy powinien odrobić. Natomiast skala zagłębienia się w daną lekcję, zależy od nas i od czasu jaki chcemy na nią poświęcić. A zdarzają się sytuacje, które ciągną się latami i nie wiemy jak przerwać tęsknotę i skutki jakie ze sobą niesie. Przerabianie siebie jest dobre na początku, później należy zdać sobie sprawę z tego, czego dalej chcemy i czy po prostu nie – lubimy tkwić w pewnej sytuacji, z wygody i strachu przed zmianą. Wymaga to pracy z własnymi lękam, wiary i zgody na ich uleczenie. Bez wiary i przyzwolenia na każdy stan, który się pojawia, utkniemy i to na długo. Nie próbujmy przywołać tego, co zostało nam odebrane, bo jeśli odeszło, to albo nie było dla nas, albo wypełniło swoje zadanie. A odkrycie tego, pozwoli ujrzeć wskazówki i drogi jakie się przed nami otworzyły, a które z danej pozycji nie mogły zostać dostrzeżone. Kurczowe trzymanie się niektórych stanów pociągnie inne, podobne. Dostrzeżenie tego jest szansą na uleczenie tego co w nas ukryte, a co mogło właśnie przyciągnąć to, za czym tęsknimy.

Jak i czym zastąpić tęsknotę?

Każde działanie lub jego brak, jest konieczne i wymagane, jeśli ma czemuś służyć. Znalezienie pasji nie przychodzi łatwo, szczególnie w bardzo głębokich stanach, ponieważ wtedy nikt nie jest zainteresowany robieniem czegokolwiek, prócz tego aby coś wróciło. Wtedy totalne wymęczenie poszukiwaniem i zdanie sobie sprawy z tego, może otworzyć nam oczy i pozwolić puścić, już nie osoby lub okoliczności, za którymi tęsknimy, a samą tęsknotę, która to wszystko w sobie zawiera. Puszczenie szukania rozwiązania, gdzie nie ma już czego rozwiązywać, bo rozwiązaniem była lub jest właśnie tęsknota. Tęsknota, która ma nas przybliżyć do własnego poznania i własnej miłości, bo prócz niej nic nie jest stałe. Przychodzi i odchodzi, jak wszystko w czasie i przestrzeni. Cierpienie, które się z tęsknotą łączy ma nam pokazać miejsca proszące o uleczenie. A także ból, strata i inne, które ukarzą się w takich momentach. To one chcą naprawy i uwagi.

Zapytaj się siebie: za czym tęsknię?

Zawsze za sobą i tym uczuciem, które się zrodziło w sercu, a nie za kimś lub czymś. To jest wygodne, oczekiwać od kogoś lub czegoś, by zaspokoiło i wypełniło pustkę, której sami nie potrafimy wypełnić. I choć tęsknota wydaje się bardzo realna i przypisana do danej osoby, jest jedynie ogólną energią, w którą świadomie, bądź nieświadomie wchodzimy.

Więc przeżyj ją, jeśli jest potrzeba, ale nie rozciągaj jej w nieskończoność, bo ona już jest nieskończona i może pochłonąć miesiące i lata naszego życia. To Ty decydujesz o czasie jaki jej poświęcisz – tu masz wolna wolę. Wiem, że nasi bliscy odchodzą na zawsze i taka jest niestety kolej rzeczy. Z tym nic nie możemy zrobić, ale możemy świadomie zadecydować, jak pokierujemy życiem i co do niego w to miejsce wniesiemy, co przyniesie ukojenie i wypełni bolesne luki.

Wejdź wyżej…

Mówią zejdź w ciemność, w swoją podświadomość, przekop ją i rozjaśnij. Ja powiem idź wyżej tam jest najpiękniejsze ze świateł, światło obecności i świadomości. Nie można wiecznie przekopywać swojej podświadomości, ponieważ doprowadzi to do zastoju i ciągłego sabotowania swoich zachowań oraz poczucia niższości i braku. Będziemy wiecznie w stanie porównywania się z innymi, a powinniśmy iść swoją własną, świadomą drogą. Owszem czasami będziemy musieli zawrócić, może się potkniemy, może upadniemy, ale zawsze kierujmy się wyżej i wyżej naszych możliwości. Jeśli musimy stanąć, to stańmy, złapmy oddech, popatrzmy w dół, dajmy sobie czas i porzućmy lęki, troski i spójrzmy na życie z miłością i akceptacją. Ciężkość życia jest jedynie wypaczeniem naszego umysłu, wszystkimi traumatycznymi przeżyciami, w jakie sami się wpakowaliśmy – dobrowolnie zresztą.

Świadomość obecności, którą wszyscy jesteśmy, samoczynnie prowadzi w górę ku spełnieniu. Pozwala na odkrycie tego centralnego punktu, który bierze z życia wszystko, co istnieje. To w „środku wszystkiego” kryje się przyzwolenie na bycie w czasie i przestrzeni. Bez zbędnej analizy okoliczności i emocji, które i tak będą nam towarzyszyć po kres naszych dni. Oczywiście bierzmy je w bagaż doświadczeń, tylko róbmy to poprzez przyzwolenia na to, aby były takimi jakie są, a nie takimi przekombinowanymi, zepsutymi
myślo-kształtami. Dokonamy tego jedynie w momencie, kiedy poczujemy się sami w sobie i ze sobą dobrze, w akceptacji i wybaczeniu. Pogodzeni z przeszłością, bez wybiegania w przyszłość możemy jedynie stać w teraźniejszości i obserwować rzeczywistość. Słuchać swojej INTUICJI tej, która mówi cicho i krótko, a nie intuicji, która jest przechwycona prze ego. Ego upiększa, obrzydza i kombinuje rzeczywistość, jest głośne i długotrwałe, odwrotnie do prawdziwego „szeptu” naszej duszy. Aby ten szept usłyszeć, należy uciszyć egotyczny umysł i pozwolić na bezruch w naszej świadomości.

„BYCIE” tylko tego nam potrzeba, reszta sama się zadzieje i dopasuje do okoliczności. Cisza umysłu, jaka temu towarzyszy jest właśnie tą wspinaczką ku „światłu” bez odczucia jakiegokolwiek ruchu. Bez konieczności ciągłego przerabiania w kółko tych samych problematycznych tematów. Wszechobecność „w byciu”, w chwili obecnej daje nam możliwość wykreowania nowej rzeczywistości, od wieków nam przypisanej. Jednak pomijanej, ponieważ przekombinowaliśmy swoje cele, marzenia, zepsuliśmy ich prostotę chciwością dyktowaną umysłem. Zazdrość, zawiść i skąpstwo obróciło się przeciwko nam, a raczej odbiło się od „światła” i wróciło do nadawcy i to ze zwielokrotnioną siłą.

Cóż poradzić?

Dostrzec, wybaczyć i podziękować, najpierw sobie, potem innym. Złapać oddech świadomości i pozwolić na prostotę życia w bogactwie tego świata.

Rozpoznanie własnej prawdy…

Świadomość samego siebie i otaczającego świata, jest najtrudniejszym zadaniem do rozpoznania i wykonania. Boska wiedza, która spływa jest zazwyczaj pomijana lub niezauważana, ponieważ jest zbyt prosta i oczywista. Większość z nas woli żyć we własnym, trudnym i bolesnym świecie, bez wewnętrznego rozeznania, gdyż boi się obudzić w sobie światło Boskiego przeznaczenia. Światło to jest naszą prawdą, miłością, ogniem i przewodnikiem. Systematycznie jest rozpalane i pobudzane przez naszą duszę, ale także tłumione przez ego. Miłość, którą sobie sami odbieramy i blokujemy, jest najlepszym przepływem dla tego światła, więc czemu to sobie robimy? Wolimy żyć w niewiedzy, wyparciu i zaprzeczeniu. Otoczeni ciemnością, tracimy swój wewnętrzny blask, na rzecz kłamstwa wpajanego nam przez lata. Dlatego nie zobaczymy promieni, jak nie przejdziemy przez mrok. Do tego potrzebujemy rozpoznania wewnętrznego bólu, pokus, fałszywych doradców, szczególnie tych w postaci własnych myśli. To one blokują ten naturalny przepływ. Dzielą nasz świat między tym co czujemy, a tym co widzimy, ponieważ zaburzają prawidłowe postrzeganie. Niczym węże owijają się wokół i kuszą złą samooceną, brakiem szacunku i wiary w siebie.

Poszukiwanie własnej prawdy jest bardzo proste, a zarazem ciężkie. Należy w pierwszej kolejności rozpoznać, a nawet poznać siebie, ale tak prawdziwe bez wypierania tych niechcianych cech i mroku, który zawsze nam towarzyszy. Poznanie to wiąże się z trudną przemianą poglądów na swój temat i akceptacją własnych niedoskonałości. Chociaż dla mnie jest to iluzoryczna konieczność, która skutecznie blokuje nas i dokłada coraz to nowych problemów do rozwiązania. Jednak zawsze od czegoś trzeba zacząć, a prawdą jest to, że dostajemy dokładnie to, czego potrzebujemy na dany moment. Czyli te wszystkie działania, jakie podejmujemy są dopełnieniem nas i naszego boskiego światła. Dlatego zwracajmy uwagę na znaki, które do nas przychodzą, na podpowiedzi z otoczenia, bo pozwolą nam rozpoznać, w jakim miejscu się znajdujemy i czy nie kręcimy się w kółko. Bo takie kręcenie jest dużym utrudnienia. Zwracajmy uwagę na to, czy czasem nie powtarzany schematów, działań lub ich braku. Gdyż brak działania, to także ruch, ale w kierunku nic nie robienia wtedy, gdy działać powinniśmy.

Doceńmy własne słabości, ukochajmy je i pozwólmy, aby się wyraziły. W słabości jest siła jej rozpoznania i pomoc, którą musimy sobie udzielić sami. Kochajmy i celebrujemy także i pozytywne części nas samych, gdyż zazwyczaj skupiamy się na naszych negatywnych stronach, przez co przyciągamy ich jeszcze więcej, a tego raczej nie chcemy….

Jak uzupełnić brak…

Oczywiście, tylko i wyłącznie własną miłością. Nie będzie to miłość bezwarunkowa, ponieważ w realu taka nie istnieje. Należy zaprzestać poszukiwania i oszukiwania samego siebie, gdyż miłość bezwarunkowa dostępna jest poza ziemskim światem. Możliwe, że są ludzie, którym było lub jest dane doświadczyć takiej miłości. Jednak większość z nas ma masę negatywnych doświadczeń, które skutecznie blokują wszelkie pozytywne przepływy. Z doświadczenia wiem, że wewnętrzne oczyszczanie prowadzi jedynie do dalszych poszukiwań, gdyż nawet doświadczenia duchowe uzależniają i zmierzają do błędnego rozeznania. Nic nie ma końca, a każde nasze poszukiwanie kończy się chwilowym zauroczeniem, a w końcowym efekcie, dalszym szukaniem i tak wkoło.

Czego my właściwie szukamy?

Brakującego „puzzla”, tego magicznego punktu, który poprowadzi nas do wiecznego szczęścia i obfitości. Tylko, jeżeli cały czas go szukamy lub cierpliwie czekamy, to nic nie dostaniemy! A nawet jeśli będzie nam dane, to tylko przez chwilę, tak na próbę.

Czemu?…

Ponieważ nie jesteśmy na to gotowi, mamy zbyt mało wiary w siebie i dobro, na które i tak zasługujemy. Natomiast, to brakujące miejsca skutecznie zapełniamy coraz to nowymi uciechami, nawet starymi, bo po nowe nie chce nam się sięgać. I właśnie w taki sposób sami sobie serwujemy „brak” czegokolwiek, byle tylko nie poczuć, tego co jest jedyne i najcenniejsze, gdyż jest zbyt proste i oczywiste. Od zawsze jest w nas i czeka na wewnętrzne przyzwolenie, Jest wszystkim, co mamy i czego nie mamy. Jest jednym i tym samym, ponieważ jest całością pozytywów i negatywów. Jednym sercem, bez względu na to, czy kocha bezwarunkowo, czy tylko za coś. Nic nie ma tu znaczenia, oprócz tej jednej prawdy, którą jesteśmy. Prawdy o życiu, miłości i trudach z nim związanych.

Bo nie ma znaczenia „brak”, skoro i tak wszyscy jesteśmy jedną całością Wszechświata…

Jak odnaleźć siebie?…

W tym dualnym świecie, gdzie wszystko jest białe lub czarne, jest także miejsce pomiędzy tymi dwoma odcieniami. Miejsce to jest pełne świadomego działania i miłości własnej, której nikt nie jest w stanie kontrolować. Ten centralny punkt pomiędzy dwoma obliczami tej samej prawdy, że coś jest dobre lub złe, a może być także neutralne. Znalezienie równowagi jest tak samo łatwe, jak i trudne. Czyli znów dualizm połączony w jedno, centralne, wolne i świadome działanie lub jego brak. To takie „masło maślane”, które jedni rozumieją, a inni po prostu czują. W każdym przypadku jest, to tak samo dobre, jak i złe, czyli koło się zamyka, stawiając nas w samym środku. Ci, którzy świadomie stawiają się w środku, wiedzą, że nie ma jednej uniwersalnej prawdy, że trzeba brać z życia pozytywy i negatywy. Dlaczego, bo są jednym i tym samym, tylko widzenie ich wynika z poziomu ich odczuwania. Jeśli mamy dobry humor, to widzenie jest pozytywne, jeśli humor jest gorszy, to do głosu dochodzą te mniej chciane emocje. Jednak i jedne, i drugie chcą znaleźć ujście, tylko my skutecznie wybieramy tylko te chciane, ponieważ te negatywne sprowadzają nas w miejsca, które latami skutecznie blokujemy.

I właśnie z tych powodów unikamy kontaktów z otoczeniem, budujemy mury, idziemy w samotność. Bo brakuje nam wyśrodkowania i rozeznania, że nic nie musi być jako „jedno”, które należy wybrać. Możemy brać z życia „oba”, poprzez przyzwolenie i rozeznanie, że po burzy zaświeci słońce, ale bez podziału czasowego. Bo coś następuje jedno, po drugim? NIE wszystko dzieje się „teraz”… i patrzy nam w oczy, albo raczej sobie w oczy…

Co nas czeka?…

Jeśli od dawna czujesz potrzebę zmiany siebie i swojego życia, to właśnie przyszedł najlepszy czas. Niebawem wejdziemy w nowy rok numerologiczny i w zmiany jakie ze sobą niesie. Jakie to będą zmiany, tego nie wiemy. Wszystko zależy od roku, w jakim się znajdziemy. Opcji jest wiele, każdy znajdzie odpowiednią dla swojej numerologii. Sposób wyłączenia jest dostępny w internecie i warto sprawdzić, co czekam nas w 2021. Sumując te cyfry otrzymujemy cyfrę 5, która jest podsumowaniem i jednocześnie potrzebą zmiany i przewartościowania swojego życia. Jest ukazaniem błędów przeszłości i lekceważeniem własnych pragnień, Jest także wskaźnikiem poziomu zranień, które doświadczyliśmy, a których nie chcemy., potrzebą transformacji i przewartościowania swojego życia. Zbytnia analiza, siedzenie w głowie, ciągle rozpamiętywanie oraz wewnętrzna walka powinna zostać zażegnana wraz numerologiczną 4.

Jednak nic nie jest przesądzone, ponieważ my sami jesteśmy kreatorami swojego losu i mamy ogromną moc sprawczą. Znając wewnętrzne przesłanie, lub jego zarys, jesteśmy w stanie pokierować życiem, nawet jeśli będzie to zupełnie odmienny kierunek. Warto przeanalizować swoją numerologię i to co niesienia ze sobą. Będzie łatwiej zmierzyć się z problemami, które i tak się pojawią.

Mamy czas do 18 września, wtedy wiele się zmieni, a zmiany te będą korzystne lub nie, wszystko zależy od naszej daty urodzenia.

Nad przepaścią…

Ostatni czas przynosi ogromną chwiejność emocjonalną, zwątpienie i brak wiary we własne możliwości. Dzieje się tak dlatego, ponieważ dla niektórych, kończy się pewien cykl, a także niebawem wejdziemy w nowy rok numerologiczny. Większość spraw chce być dopięta, przetransformowana, a także prosi o zakończenie. Jest to czas stania nad przepaścią, która wynika z chaosu oraz z poczucia paniki i braku konkretnego oglądu. Ciągła niewiadoma, która jest wypełniana nowymi iluzjami, jakie serwuje nam nasz umysł, prowadzi do lęku o przyszłość i o pozytywne rozwiązanie spraw. To poprzez nasze myśli, które w większości przypadków są niezasadne lub nieuzasadnione, wisimy w braku decyzyjności, nie widząc pozytywnych możliwości. Kurczowe trzymanie się nic nie daje, gdyż siła ciążenia powoduje ogólne wyczerpanie i strach przed kolejnym upadkiem, bo większość z nas wkoło powtarza rolę, która taki upadek gwarantuje. Sam upadek nie powoduje śmierci, gdyż woda pod nami jest głęboka, jak nasza podświadomość i nagromadzone w niej traumy i strachy. Upadek prowadzi do transformacji, czyli do śmierci duchowej i daje możliwość powstania już jako nowa osoba lub przynajmniej po części odrodzona. Dlatego tak ważne jest zakańczanie pewnych cykli, bo zamiast upadać możemy dużo wcześniej zakończyć cierpienie dźwigając się, jeszcze zanim dopadnie nas ogólne zmęczenie daną sytuacją lub spadnie kolejny emocjonalny deszcz łez i spowoduje po prostu ześlizgnięcie. Możemy także wołać, aby ktoś przyszedł nam z pomocą, jeśli jej potrzebujemy, bo czasami jednak bardziej potrzebujemy upaść i to z wielkim hukiem. Niestety….